czwartek, 3 lipca 2014

Pocałunek śmierci. /Sz. ♥

Witajcie, kochani.

To znowu ja - Szistti.
Ostatnio nie miałam zbyt dużo czasu by udzielać się na blogu. Wybaczcie! Teraz jednak tu jestem i nie przyszłam z niczym. Pracowałam dla was nad drobnym one-shotem. W sumie starałam się, by się wam spodobał, ale nie jestem pewna, czy go zaakceptujecie. Z drobnej ankiety w której braliście udział (i nadal można głosować) wynika, iż lubicie wątki shounen-ai.
(tekst jest na szaro, bo uważam, że tak może wam się przyjemniej czytać. ^^)
(Tytuł wymyślony przez Zajcika. Podziękowania i dedyk dla niej! <3)

Pocałunek śmierci

                Białowłosy zerkał na półżywego chłopaka z pogardą i triumfem w oczach. Jego obcas od trepów bardzo mocno wbijał się w mostek blondyna, który już nawet przestał się skupiać na słowach swojego oprawcy, ponieważ dla niego zaczął istnieć już tylko ból i chęć złapania życia za wszelką cenę.
- …Ohh! A pamiętasz jak się poznaliśmy? –drążył napastnik. –Byłem słaby, więc mnie przygarnąłeś. Teraz przez to zdychasz u moich stóp.
- Wierz…yłem w twoje małe państewko. –to była drwiąca uwaga, przez co blondyn został kopnięty w twarz z metalowego czuba. Mało co nie straciłby przytomności, ale dzięki temu nie czuł już oporu na klatce piersiowej i mógł swobodnie oddychać.
- Zamknij się. Nie pozwoliłem ci gadać. -warknął białowłosy. –W każdym razie może i dałbym ci przeżyć, gdybyś… -uciął, jakby czekając na jakąś reakcję ze strony swojej ofiary, lecz tamten się nie odezwał. -W sumie jak tak pomyślę, to nie… Tak jest lepiej. –rozmyślił się. Przez jego ciągłe zmiany zdania blondyn zaczął tracić sens wypowiedzi. -Chociaż wciąż nie mogę zdzierżyć tego wiecznie trzęsącego portkami kurdupla.
                W oczach półżywego chłopaka pojawił się płomień i najchętniej potrząsnąłby tym białowłosym dupkiem, za obrażanie jego ukochanego.
- Nie obrażaj, Toriego. –blondyn przekręcił się plecami w górę, chcąc wstać, lecz poczuł kolejne uderzenie, tym razem w brzuch, przez co został wyrzucony do góry i po raz kolejny splunął krwią.
- Morda mówię! –Prusy wrzasnął mu do ucha podnosząc za włosy i cisnął o ziemię ciałem byłego przyjaciela.
                Nie. Przyjaciel to złe słowo. Od jakiegoś czasu czuł, że Polska nie jest tylko przyjacielem. Jest kimś ważniejszym. Właśnie dlatego był tak zły i zazdrosny o „słodkiego Toriego”. Feliks zawsze, odkąd tylko go zobaczył wolał tego brązowowłosego kretyna – Litwę, ale skoro Polska nie chciał zmienić zdania i odrzucił Gilberta, to czemu ktokolwiek inny ma go mieć? Jeśli nie będzie jego, to nie będzie niczyj.
Teraz Łukasiewicz patrzył na niego z zaciętością i szczerą nienawiścią w oczach.
W tym całym idealnym Feliksie nienawidził dwóch cech. Jedną była ta wieczna zawziętość i fakt, że nigdy nie dało mu się przetłumaczyć (jak na przykład porzucenie Litwy), a drugą był jego piękny i zawsze szczery wzrok.
                Blondyn był zbyt prostolinijny, by mógł coś ukrywać, a szczególnie swoje spojrzenie. Nie dość, że zawsze mówił co chciał to jak by mu odcięli język – jego wzrok byłby dość wymowny, by to przekazać. Teraz jego oczy pokazywały całą nadzieję, na wygranie tej nierównej walki i tę wieczną determinację, którą Gilbert zawsze w nim podziwiał, jednak to jeszcze mógł strawić. Najgorzej bolało go to obrzydzenie jego osobą objawiające się w spojrzeniu Feliksa.
- I co się tak gapisz?! To ty leżysz wykrwawiając się na śmierć. Nie myśl, że dzięki „magicznemu spojrzeniu” zamienisz nasze role! –wykpił go, starając się nie okazać swego zirytowania, które osiągnęło już chyba szczyt tej krwawej nocy.
- Generalnie… Miło by było, gdybyś sam się usunął i nie musiałbym używać „magicznego spojrzenia”… -po tej wypowiedzi, zauważył, że samo poruszanie ustami sprawia mu nie mały wysiłek.
- W sumie jak tak teraz mówisz… Po tych wszystkich walkach i całkowitym unicestwieniu cię, usunięcie się z drogi jest bardzo racjonalnym pomysłem. –jego głos przybrał ironiczny ton, gdy po raz kolejny kpił ze swojej ofiary. –Błagam cię, Feliksie! Wiedziałem, że jesteś naiwny, ale że, aż tak?
- Popieram zasadę – zawsze warto spróbować. Mówisz jakbyś mnie nie znał…
- Wal się. –Prusy zacisnął zęby. -Teraz to i tak bez znaczenia, bo jedyne co możesz zrobić, to albo siedzieć cicho, albo wbijać sobie gwoździe do trumny. –rzucił starając się brzmieć, jak gdyby mówił to od niechcenia.
                Gilbert kucnął przy Feliksie, ale w takiej odległości, by nie taplać się w kałuży krwi dookoła blondyna. Był wystarczająco ubrudzony, a przykre by było, gdyby nie można było sprać czerwonej cieczy z jego ulubionej koszuli, która jak na razie nie została „skażona”.
                Białowłosy wyciągnął rękę łapiąc włosy Łukasiewicza i bawiąc się nimi. Zupełnie nie zwracał uwagi na piorunujący wzrok blondyna.
- Polska to naprawdę dziwny kraj. –kontynuował swój monolog, skierowany w stronę Łukasiewicza. -Już dawno powinieneś skapitulować, a nie doprowadzać do tak tragicznej śmierci. –mówił łagodniejszym głosem, a chwilowo całe zirytowanie Prus jakby wyparowało.
- „Tragiczną śmiercią” jest kapitulacja. –wybełkotał ochrypłym głosem.
- Zapomniałem! W końcu twój honor by na tym ucierpiał.
- Obiecałem Toriemu, że się nie poddam. –wyjaśnił Polska z lekkim uśmiechem.
                Dłoń czerwonookiego zastygła i uśmieszek zniknął z jego twarzy. Nie dość, że śmie przy nim mówić o znienawidzonym Litwie, to jeszcze się idiotycznie szczerzy. Białowłosy skrzywił się znacznie, a triumf w jego oczach zmienił się na złość, która przysłoniła mu możliwość racjonalnego myślenia.
- Ja śmiesz. –szarpnął Feliksem. –Mówiłem ci, że masz nie mówić o tym kretynie w mojej obecności, czyż nie? –warknął rozwścieczony.
- A bo to raz! –Łukasiewicz zdawał się wcale nie obawiać kolejnego etapu tortur, a raczej być na to jakby mentalnie przygotowanym, a może nawet już się z tym pogodził…
                W pierwszej chwili napastnik załamał ręce, ale w następnej nadeszła kolejna faza gniewu, przez co Polska znów skończył z nową kolekcją siniaków na całym ciele i kolejnymi syknięciami do kolekcji. Starał się nie krzyczeć, by nie dać Prusom tej satysfakcji.
Teraz Beilschmidt trzymał go za włosy centymetry od swojej twarzy z nożem przytkniętym do szyi, na której tętno nie było zbyt wyczuwalne.
- Wiesz Feliksie, jesteś bardzo głupi. –wysyczał patrząc w jego półprzytomne oczy i „pieszcząc” jego skórę sztyletem. –Zachowujesz się jak ostatni kretyn… -dodał jakby od niechcenia, tylko po to by dookoła nie zapanowała głucha cisza, która w gruncie rzeczy bardzo go irytowała.
                Gilbert zbliżył się te ostatnie kilka centymetrów i zatopił wargi w martwych już ustach Feliksa. To był łapczywy i namiętny pocałunek. Był… Przepełniony pasją i całym pożądaniem Gilberta.
Gdy odsunął od siebie Feliksa, po prostu puścił ciało, które bezwładnie opadło na twardą, kamienną posadzkę.
                Białowłosy wstał, otrzepał swoje ubrania z kurzu. Nie pofatygował się nawet zamknąć martwych powiek blondyna. Wychodząc Gilberta gryzła tylko jedna rzecz, a mianowicie - przez tego kretyna musi wyrzucić swoją ulubioną koszulę!

I jak wrażenia? Mam nadzieję, że pozytywne. Miłość co prawda psychiczna oraz zepsuta, ale zawsze jakaś... I tak na zawsze będzie mi żal Gilbercika. <3
Może następnym razem. Napiszę coś... Weselszego? W sumie nie wiem, czy dam radę.
Mój nastrój ostatnio nie jest tak różowy jak czcionka, którą piszę. xD
Ale, tam! Kiedyś mi przejdzie, nie? ;33
Dobra! Proszę o ocenianie i zostawianie komentarzy, zaglądanie do bloga i inne takie sprawy.
Serdeczne podziękowania dla Elay, która pomagała mi w korekcie tekstu. ^^

Szistti. <3

4 komentarze:

  1. No więc kochany blogspot postanowił w ogóle nie dodać mojego komentarza, choć pisałam go dość długo,a jego streść także nie była krótka.
    Więc zwięźle i na temat:
    Pomagałam w korekcie, no ale sory. Ja się do tego chyba nie nadaję, chociaż jakoś tam się postarałam ;3
    Treść one-shot'a? Schizowa. Czyli taka, jak ja! Ale nawet mi się podobało, mimo że jakoś popędu do Hetalii nie mam ;D
    Całuję, Titi <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak słodko się zwiesz, Elay. <3
      Gilbert jest zagilbisty, więc musiał odstawać, no, nie? xD
      A jakoś tak miałam ochotę zrobić coś zdeczka psychicznego. (za dużo Mirai Nikki)
      Do korekty jeszcze nie raz cię zatrudnię, więc cichaj. Jesteś najlepsiejsza, siostrzyczko!
      Hecia je fajna! Przesadzasz! ;P
      Tulam, Szistti. ;33

      Usuń
  2. Uwielbiam PrusPol i za opowiadanie z tym paringiem masz już ode mnie 10/10. Bardzo mi się podobało. Wyłapałem tam kilka błędów (brak spacji po myślnikach, kilka zagubionych przecinków), co nie zmienia jednak faktu, że jestem czepialski, a i tak czytałem z wielką przyjemnością. Pisz dalej! :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo interesujący one-schot. Z wiellą chęcią będę czytała dalsze opowiadania i śledziła bloga. Pozdrawiam i WENY :)

    OdpowiedzUsuń